sobota, 28 stycznia 2017

Minimalizm kosmetyczny? Tak, poproszę :)




Idea minimalizmu zawojowała świat. Ograniczamy ilość przedmiotów z naszej przestrzeni, robimy selekcję zawartości szafy, urządzamy na nowo mieszkanie. Nie czuję się minimalistką, nie lubię słowa "minimalizm", ponieważ kojarzy mi się, być może niesłusznie, z ascezą :) Owszem, sama myśl jest mi bliska, ale równocześnie mam chomiczą naturę i mimo wszystko chętnie gromadzę kolejne pary butów, nowe sukienki i bibeloty do mieszkania (na szczęście wszystko w granicach zdrowego rozsądku :)). Jest jednak sfera kobiecego życia, w której minimalizm bardzo mi pomógł, a mianowicie ograniczylam ilość posiadanych kosmetyków kolorowych.        
Zacznę od tego, że kilka lat temu, tuż po studiach, jeszcze nie pracowałam i siłą rzeczy miałam dość dużo wolnego czasu, który zabijałam przesiadując na Wizażu, YouTube i stronach typu "beauty" (nadal tam zaglądam, ale z mniejszą częstotliwością). Pod wpływem tych wszystkich bodźców co rusz dałam się skusić na kolejną osławioną nowość. W ten oto sposób stałam się posiadaczką sporej kolekcji lakierów do paznokci, kilku maskar w dziwacznych kolorach i szamponów - na każdy dzień tygodnia inny. Jak możecie się domyślić, wszystkie te kosmetyki najzwyczajniej w świecie się marnowały, ponieważ nie byłam w stanie ich zużyć.
Pierwszy głos zdrowego rozsądku odezwał się tuż po ślubie, gdy zmieniałam miejsce zamieszkania. Doszłam do wniosku, że nie będę targać tego wszystkiego ze sobą i zagracać naszego małego mieszkanka. Prawdziwe czystki przeprowadziłam jednak, gdy zaszłam w ciążę i w  moim życiu pojawiły się inne priorytety.
Od tego czasu kupuję tylko to, co jest mi potrzebne lub aktualnie się kończy i... dobrze mi z tym. Przestałam mieć bałagan w kosmetyczce, ponieważ jeden podkład, puder, tusz do rzęs czy rozswietlacz w zupełności wystarczy. Pozostałych kosmetyków kolorowych posiadam w zasadzie garstkę, niezbędne minimum. Pozbyłam się zachcianek kosmetycznych, a jeśli już się pojawią, każdy zakup staram się dokładnie przemyśleć. Często tego typu produkty zapisuję i sprawdzam opinie na ich temat, nie kupuję bez zastanowienia. Promocja w Rossmannie robi na mnie wrażenie wtedy, gdy wiem, że kończy mi się kilka rzeczy i muszę je czymś zastąpić. Nie kupuję także na zapas lub, co gorsza, "na czarną godzinę" - skoro nie maluję oczu eyelinerem, nie czuję potrzeby, aby go mieć. Mój portfel wreszcie odetchnął, a w łazience przybyło miejsca. Wychodzę z założenia, że zaoszczędzone w ten sposób pieniądze, mogę przeznaczyć np. na wyjazd z rodziną. Nie uważam też, że czegoś brakuje w mojej kosmetyczce, wręcz przeciwnie - teraz jest "w sam raz". Mam swoje sprawdzone kosmetyki, a opinią na ich temat zamierzam się od czasu do czasu z Wami dzielić :)

A jak to jest z Wami? Jesteście minimalistkami czy lubicie zaszaleć na zakupach? :) Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

Buźka

6 komentarzy:

  1. I to jest mądre podejście :) Nie przesadzasz ani w jedną, ani w drugą stronę :) A sama idea minimalizmu też mi się podoba.
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że czasem mnie korci... No ale daję radę :D

      Usuń
  2. minimalizm kosmetyczny, ja chyba nigdy do niego nie dorosnę:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami bywa ciężko, ale jakoś się przełamuję :)

      Usuń
  3. Jestem na etapie wykańczania kosmetyków i mam nadzieję, że będę kupować tylko produkty, które muszę mieć i które używam regularnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem taki "detoks" jest bardzo dobry :)

      Usuń

Copyright © 2016 Zapiski Malinowej Szminki , Blogger