wtorek, 23 maja 2017

Za co kocham wiosnę? Czyli cztery sposoby na wiosenny relaks :)

Za co kocham wiosnę? Czyli cztery sposoby na wiosenny relaks :)



Wiosna to okres, który zazwyczaj bywa bardzo pracowity, przynajmniej dla mnie. Co roku o tej porze czuję presję wielkich porządków, ale także odżywam, sadzę kwiaty, dekoruję mieszkanie. Jestem osobą, która spędza czas aktywnie i bardzo, ale to bardzo nie lubię się nudzić (chociaż czasami bym chciała :)) Dlatego też preferuję... czynny relaks :) Dzisiaj post na temat moich wiosennych sposobów na odreagowanie. Podobny wpis, na temat sposobów na relaks młodej mamy, znajdziecie tutaj.

1. Wycieczka za miasto - oboje z Mężem lubimy czynny wypoczynek. Leżenie plackiem na plaży nie jest dla nas. Dlatego też staramy się, o ile pogoda i sytuacja pozwala, "wyrwać się" z domu. Dłuższe wycieczki odpadają ze względu na naszego Roczniaka, który ma swój "utarty" rytm dnia. Wybieramy krótsze trasy i poznajemy okolicę (nasze piękne i malownicze Podkarpacie, a w szczególności Beskid Niski). 


kwiaty na balkonie

2. Urządzanie balkonu - zamiłowanie do kwiatów wyniosłam jeszcze z domu rodzinnego. Lubię sadzić, siać i doglądać, jest to mój niezawodny sposób na... odpoczynek. Moja Mama ma mnóstwo okazów, zarówno w domu, jak i w ogrodzie, dlatego i ja staram się co roku urządzać nasz mały balkon. Ma on niestety ten mankament, że jest długi i wąski, dlatego żaden mebel wypoczynkowy się tam nie zmieści, ale miejsce na kwiaty i zioła zawsze się znajdzie. W tym roku stawiam na różowe pelargonie i goździki i niebieskie lobelie. Niedługo wpis na temat moich balkonowych poczynań.


potrawy z warzywami

3. Przyrządzanie wiosennych potraw - wiosna to moja ulubiona pora roku pod względem kulinarnym. Uwielbiam rabarbar, koperek, rzodkiewkę, zieloną sałatę i staram się jak najczęściej przemycać świeże owoce i warzywa do naszego menu. Często gotuję zupę z botwinki, młode ziemniaczki z kapustą i koperkiem, a moja Mama robi pyszną Sałatkę Majową. Przez cały rok czekam na sernik na zimno z truskawkami, który teraz smakuje najwspanialej. O ile gotowanie mnie relaksuje, to co dopiero jedzenie takich pyszności? :) 

4. Manicure i pedicure - nareszcie nadeszła pora na kolory! I ja bardzo się z tego cieszę. Jak każda kobieta lubię dbać o siebie i przez całą zimę z utęsknieniem czekam na moment, gdy pomaluję paznokcie na jakiś wesoły wiosenny kolor. Wy też tak macie?

Wiosnę kocham miłością wielką i bezgraniczną. Co prawda w tym roku szczególnie nas nie rozpieszcza i nawet w momencie, gdy piszę te słowa widzę, że nad miastem zbierają się chmury, ale wierzę, że w końcu nadejdą ciepłe i pogodne dni. 

A jakie są Wasze sposoby na wiosenny relaks? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

Pozdrawiam :) 

piątek, 19 maja 2017

Organizacja: pierwsze urodziny dziecka, czyli "roczek" cz. II

Organizacja: pierwsze urodziny dziecka, czyli "roczek" cz. II
Nareszcie udało mi się wygospodarować krótką chwilę  i odezwać się do Was. Ostatnio mam wrażenie, że doba niemiłosiernie się skurczyła i jak to zwykle bywa - brakuje mi czasu. Dzisiaj będzie obiecany dawno temu, zaległy post "roczkowy" (część pierwsza tutaj).

Jak już wspominałam, mój Syn na początku kwietnia skończył rok i zaplanowaliśmy dla niego przyjęcie urodzinowe, które miało się odbyć w Wielkanoc. Niestety, rozłożyła nas choroba i plany trzeba było zmienić. Imprezę przełożyliśmy na majowy weekend. Tym razem wszystko odbyło się zgodnie z planem, a nasi Goście wyszli zadowoleni i uśmiechnięci (nie wspomnę już o roześmianej buźce naszego Roczniaka :))



Na początek słów kilka na temat wizualnej oprawy naszego przyjęcia. Dekoracje utrzymane były w kolorze niebieskim i białym. Zdecydowałam się na motyw samolotów i chmurek, a same ozdoby zamówiłam przez internet (balony, czapeczki dla dzieci, girlandy, słomki do napojów, kubeczki, osłonki na muffiny, duży srebrny balon z cyfrą "1"). Na miejscu dokupiłam białe serwetki i niebieską tasiemkę. Stół nakryłam białym obrusem, a na środku ustawiłam wazon z goździkami w łososiowym kolorze, które doskonale dopełniały całości.





Cukiernik ze mnie marny, dlatego tort oczywiście zamówiliśmy. Był to typowy fototort ze smokiem Tabalugą o klasycznym smaku czekoladowo-orzechowym (zawsze się sprawdza :)).


Nasza impreza miała charakter tradycyjny, dlatego menu także było tradycyjne. Zaprosiliśmy gości na godzinę 15, więc przygotowałam zimny bufet, ciasta i dwa dania na gorąco. Co takiego znalazło się na naszym stole? Dwie sałatki - "Grzybowa polana" (przepis tutaj) oraz przygotowana przez Szwagierkę sałatka z ananasem, galaretki drobiowe i śledziki oraz półmisek wędlin. Z dań gorących była zupa a'la gulaszowa z pulpetami oraz miodowo-musztardowe pieczone dramstiki. Jeśli chodzi o słodkości, to upiekłam sernik z brzoskwiniami i kruszonką kokosową z przepisu Ewy Wachowicz, ciasto Kinder Country oraz muffiny bananowo-czekoladowe. Z napojów wybraliśmy wodę mineralną, Tymbark i CocaColę. Jest to oczywiście menu dla dorosłych - dzieci miały "swoje" domowe przysmaki przygotowane przez Babcię :) 



Wszyscy Goście bawili się świetnie i wyszli uśmiechnięci, Solenizant także sprawiał wrażenie zadowolonego, więc chyba niezła ze mnie gospodyni :) Jednym słowem - przyjęcie uważam za bardzo udane :)

A jest u Was? "Roczek" już za Wami? Jakie macie związane z nim plany lub wspomnienia? Podzielcie się nimi w komentarzach. 

Pozdrawiam :)

poniedziałek, 8 maja 2017

Coś na ząb - sałatka "Grzybowa polana"

Coś na ząb - sałatka "Grzybowa polana"


Roczek, roczek, i po roczku... Post na temat organizacji imprezy właśnie się tworzy i  niebawem pojawi się na blogu. Tymczasem mam dla Was przepis na sałatkę, która stała się hitem imprezy, ponieważ wygląda niezwykle oryginalnie i świetnie smakuje. Na pewno będzie często gościć na naszym stole, a jej nazwa to "Grzybowa polana". Oczywiście serwowałam ją dorosłym, dzieci miały swoje "menu" :)

Składniki na tortownicę o średnicy 26 cm:

2 duże marchewki
4 średnie ziemniaki
podwójna pierś z kurczaka
4 jajka
4-5 ogórków konserwowych
150g żółtego sera
duży słoik marynowanych pieczarek
zielenina: natka pietruszki, koperek i szczypiorek
sos: majonez i śmietana wymieszane ze sobą w proporcji 1:1
sól, pieprz, mielona ostra papryka, przyprawa do kurczaka "złocista"

Dodatkowo:
tortownica o średnicy 26 cm
folia spożywcza

Przygotowanie:

Marchewkę i ziemniaki myjemy, obieramy ze skórki i gotujemy do miękkości, a następnie siekamy. Jajka gotujemy. Filet z kurczaka kroimy w kostkę, doprawiamy solą, pieprzem, mieloną papryka i przyprawą do kurczaka i smażymy na oleju. Odstawiamy do ostudzenia. Ogórki kroimy w kosteczkę. Ser ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Zieleninę drobno siekamy.

Tortownicę wykładamy folią spożywczą, dzięki temu sałatka łatwiej nam "wyskoczy" z formy. 

W tortownicy układamy kolejno warstwy: odsączone pieczarki główkami do dołu, zieleninę, marchewkę (posypujemy ją solą i pieprzem i smarujemy lekko sosem), ziemniaki (posypujemy solą i pieprzem i smarujemy lekko sosem), przestudzone mięso (smarujemy lekko sosem), ogórki konserwowe (smarujemy lekko sosem), jajka (posypujemy solą i pieprzem i smarujemy lekko sosem). Ostatnią warstwę posypujemy żółtym serem i nakładamy cienką warstwę majonezu ze śmietaną. Ważne jest to, aby każdą z warstw lekko docisnąć. Odstawiamy do schłodzenia.

Sałatkę należy przygotować co najmniej na kilka godzin przed imprezą, aby wszystkie warstwy zdążyły się "uleżeć". Po tym czasie odwracamy tortownicę do góry dnem i przekładamy sałatkę na płaski talerz. Voilà!

Smacznego :)


czwartek, 4 maja 2017

Złota piątka - moje ulubione kosmetyki do makijażu - L'Oreal, Bourjois, Maybelline, Bell, Rimmel

Złota piątka - moje ulubione kosmetyki do makijażu - L'Oreal, Bourjois, Maybelline, Bell, Rimmel
Która kobieta nie lubi makijażu? Wszystkie chcemy ładnie wyglądać i każda z nas ma ulubione kosmetyki kolorowe. Dzisiaj chciałam opowiedzieć kilka słów o swoich "ulubieńcach". Są to marki typowo drogeryjne, pod tym względem nie szaleję. Używam produktów, które już się u mnie sprawdziły i są moimi "pewniakami".



Podkład Rimmel Wake Me Up w odcieniu 100 Ivory to zdecydowanie mój faworyt wśród tego typu produktów. Używam go od trzech lat z krótkimi przerwami, które jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto do niego wracać Jest to kosmetyk rozświetlający z formułą wzbogaconą w witaminę C. Świetnie się nakłada i bardzo dobrze utrzymuje na twarzy. Nie roluje się, nie ściera i nie podkreśla suchych skórek. Kosztuje około 40 zł w drogeriach stacjonarnych, ale ja zawsze kupuję go online w niższej cenie.



Wśród tuszów do rzęs moim numerem jeden jest L'Oreal Volume Million Lashes w wersji złotej. Pięknie rozczesuje rzęsy, pogrubia je oraz wydłuża, nie osypuje się i jest bardzo wydajny. Jedynym minusem jest jego cena - ponad 60 zł w Rossmannie, dlatego zaopatruję się w niego wyłącznie na promocjach lub, jak wyżej, online. 

Róż do policzków Bourjois  w odcieniu 34 Rose D'Or podbił moje serce od pierwszej aplikacji :) Zamknięty jest w uroczym, bardzo kobiecym opakowaniu wyposażonym w maleńkie lustereczko. W moim przypadku wystarczy zaledwie dwa lub trzy muśnięcia, aby nadać cerze zdrowy wygląd. Dodatkowym plusem jest to, że długo utrzymuje się na twarzy i jest bardzo wydajny. Odstraszać może jego dosyć wysoka cena, (znów ta cena!:)), ale ja kupuję go wyłącznie  na promocji.



Cień Maybelline Color Tattoo 24HR to zazwyczaj moja podstawa makijażu oka. Do tej pory używałam Creamy Beige 98, a niedawno na promocji w Rossmannie kupiłam odcień Creme De Rose 91. Zarówno jeden, jak i drugi świetnie sprawdzają się jako baza do makijażu oka, a numer 98 stosuję czasami w pojedynkę w wersji "makeup no makeup".



Moimi ulubieńcami do makijażu ust są błyszczyki z Bell Shiny Liquid Lips w kolorach Red Orange (04) i Strawberry Cream (03). Cóż mogę napisać... Odcienie są piękne, a same błyszczyki dobrze się nakładają, są trwałe i całkiem nieźle nawilżają. W dodatku kosztują około 9 zł w Biedronce. 

Jak już nieraz wspominałam nie używam wielu kosmetyków kolorowych. Jestem mamą i  zazwyczaj brakuje mi czasu na porządny makijaż oka, w zasadzie na co dzień stosuję wersję "makeup no makeup". Powyższe kosmetyki świetnie mi w tym pomagają :)

Używacie któregoś z nich? Podzielcie się swoją opinią poniżej, w komentarzach.

Pozdrawiam :)

wtorek, 25 kwietnia 2017

Śniadanie: Co zamiast kanapek? Moje trzy propozycje

Śniadanie: Co zamiast kanapek? Moje trzy propozycje
Lubię gotować i lubię jeść, a śniadanie to mój ulubiony posiłek. Do niedawna spożywałam go w biegu, w pracy przed komputerem lub też, wstyd się przyznać, wcale. Będąc w ciąży, na zwolnieniu lekarskim, doceniłam czym są prawdziwe śniadania. Przyznaję, że średnio przepadam za klasycznymi kanapkami, dlatego staram się moje menu nieco urozmaicać. Dziś chcę się podzielić z Wami trzema propozycjami śniadaniowymi, szybkimi, prostymi i zapewne "oklepanymi", ale jakże smacznymi. Dodatkowym plusem jest to, że można je dowolnie modyfikować. 



Pierwszym z nich jest klasyczne musli. Zazwyczaj jem je z dodatkiem jogurtu greckiego lub naturalnego oraz ulubionych owoców i bakalii. Najbardziej lubię to z dodatkiem kiwi i rodzynek, ale nie pogardzę też połączeniem bananów i orzechów. Musli "przyjmie" wszystko, a więc rodzaj dodatków możemy dowolnie modyfikować. Nadawać się będą ziarna, migdały, cynamon, suszone owoce, serek homogenizowany, itd. 



Bardzo lubię jajecznicę. Z dowolnymi dodatkami. Do swojej zazwyczaj dorzucam szczypiorek i szynkę, ale klasyczna, bez dodatków, także jest pyszna. Do niej własnoręcznie upieczona wędlina i domowy chleb śródziemnomorski z oliwkami i suszonymi pomidorami. Jest szybko, pysznie i "po domowemu". 



Moja trzecia propozycja to sałatka. Nie trzymam się ściśle przepisów i do sałatek dodaję to, co akurat znajdę w lodówce, najczęściej sałatę, roszponkę, szpinak, pomidory, ogórki, ser, jajko. Na zdjęciu mamy mix sałat, pieczonego kurczaka, ser feta, oliwki i pomidory. Plus sos jogurtowo-ziołowy i ulubione zioła (u mnie prowansalskie). Czasami dorzucam warzywa z patelni i mam sałatkę "na ciepło", jednak jest ona wtedy nieco "cięższa", tym samym nie nadaje się na danie śniadaniowe.

Oto moje trzy propozycje prostych, szybkich i pysznych śniadań, których dodatkową zaletą jest to, że dodatki do nich możemy dowolnie zestawiać, zgodnie z oczekiwaniami naszych kubków smakowych :)  

A teraz pytanie do Was - co najczęściej jadacie na śniadanie? Lubicie kanapki czy sięgacie po coś innego? Podzielcie się swoimi propozycjami w komentarzach :)

Pozdrawiam :)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Rossmann -49 - jak nie stracić głowy? Mój stosunek do promocji oraz plany zakupowe :)

Rossmann -49 - jak nie stracić głowy? Mój stosunek do promocji oraz plany zakupowe :)



Za kilka dni rusza wiosenna edycja promocji -49% w Rossmannie. W tym roku jest ona skumulowana, a więc od razu obejmuje kosmetyki kolorowe do twarzy, oczu oraz ust i paznokci. Dodatkowym plusem jest to, że rabat można zwiększyć do 55% za pomocą aplikacji na smartfony Klubu Rossmann.

Nie od dziś opisuję na blogu swoją drogę do kosmetycznego minimalizmu. Robię przemyślane zakupy i uważam, że kosmetyczne "ograniczanie się" to bardzo dobra moda.  O dziwo, mój stosunek do promocji w Rossmannie jest pozytywny, pod jednym warunkiem - gdy kupujemy "z głową".

Kolorowe kosmetyki kuszą pięknymi opakowaniami, barwnymi odcieniami i subtelnymi zapachami. Ciężko jest przejść obok nich obojętnie, zwłaszcza że jest tyle pozytywnych opinii na temat ich działania. Z doświadczenia wiem jedno - nie potrzebuję całego zapasu podkładów, mascar do rzęs i błyszczyków tylko dlatego, że są one aktualnie w niższej cenie. Po pierwsze nie robię zapasów, kupuję tylko to, co jest mi potrzebne lub chcę kupić od dłuższego czasu, ale regularna cena zniechęca. Był taki czas, kiedy takowe zapasy robiłam. Produkty nieraz zdążyły się przeterminować zanim po nie sięgnęłam lub po prostu szybko mi się nudziły. Po drugie wiele drogerii internetowych lub stacjonarnych, nieco mniej znanych, sprzedaje te same kosmetyki w cenach o wiele niższych. Często wybieram właśnie tę formę zakupów - wolę uzupełniać braki na bieżąco. Po trzecie do zakupów na promocji -49% zniechęcają mnie tłumy przy szafach i brudne, walające się wszędzie pootwierane opakowania cieni do powiek, szminek i pudrów. Testerów oczywiście "jak na lekarstwo".

Było negatywnie, teraz będzie pozytywnie. Za dwa dni wybieram się na zakupy do Rossmanna i będę czatować przy szafach. Powód jest prosty - muszę uzupełnić braki, a mimo wszystko uważam, że tego typu promocja jest do tego dobrą okazją. Oczywiście po dziesięć razy sprawdzę każde opakowanie (Wam także radzę) i będę narzekać pod nosem na kolejkę do kasy, ale chcę kupić cztery produkty, które już od dawna widnieją na mojej liście. 
Pierwszym z nich jest mascara L'Oreal Volume Million Lashes, której od dawna używam. Kupuję ją zawsze na promocji, ponieważ regularna cena, tzn. ponad 60 zł, skutecznie odstrasza. 
Numer dwa należy do wypiekanego różu Bourjois. Mój róż z Lovely jest już "na wykończeniu", a produkty Bourjois bardzo lubię. 
Trójeczka to sławny już puder bananowy Wibo. Jest to nowość, którą chcę przetestować, a jej atutem jest niska cena (nawet bez promocji).
Numer cztery należy do moich ukochanych cieni w kremie Maybellinne Color Tattoo. Tym razem Creme De Rose 91.

To wszystko... Tak przedstawiają się moje plany zakupowe. Idę do sklepu w ściśle określonym celu i mam nadzieję, że  gdy tam już dotrę, to jeszcze uda mi się "upolować" to, czego szukam :) A jak dobrze wiecie, może być ciężko... :)

A Wy jakie macie podejście do tego typu promocji? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

Pozdrawiam :)


Matujący krem normalizujący Tołpa Green - czy zostanie za mną na dłużej?

Matujący krem normalizujący Tołpa Green - czy zostanie za mną na dłużej?

Dobrego kremu do twarzy szukałam od bardzo dawna. Mam cerę mieszną, która od czasu do czasu płata mi figle (na szczęście coraz rzadziej) i jak do tej pory trudno było mi znaleźć kosmetyk, który zminimalizuje jej błyszczenie. Jakiś czas temu w Drogerii Natura zakupiłam matujący krem normalizujący Tołpa Green i dzisiaj przychodzę z jego krótką recenzją.

Kosmetyk mieści się w tradycyjnym plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml. Zapłaciłam za niego około 25 zł, ale wiem, że można go kupić w niższej cenie. 

Zapach tego produktu określiłabym jako bardzo kobiecy, kwiatowy, "świeży". Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu. Ma konsystencję lekką, świetnie się rozprowadza i błyskawicznie wchłania.

Skład kremu opiera się głownie na składnikach pochodzenia roślinnego: tymianku i pigwie. Producent zapewnia, że jest to produkt bez alergenów, substancji zapachowych, sztucznych barwników, oleju parafinowego, PEG, silikonów, mydła, parabenów. 

Matujący krem normalizujący Tołpa Green to kosmetyk hipoalergiczny, przeznaczony dla cery wrażliwej, mieszanej i tłustej, eliminujący nadmiar sebum i zwężający pory. Ma także za zadanie zapewnić skórze gładkość i nawilżenie. 

Czas na moją opinię: Produkt spełnia swoją funkcję. Już po pierwszej aplikacji zauważyłam, że wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia tłustego filmu. Matuje skórę i świetnie przygotowuje ją pod makijaż. Nie zauważyłam zachwalanego efektu zwężenia porów, ale nie jest to dla mnie priorytetem. Podobnie jest z nawilżeniem, nie jest ono wielkie, ale w moim przypadku wystarczające. Idealnie spisuje się jako krem na dzień. Bardzo go polubiłam i myślę, że zostanie ze mną na dłużej.

Używałyście może tego produktu? Podzielcie się w komentarzach swoją opinią na jego temat.

Pozdrawiam :)
Copyright © 2016 Zapiski Malinowej Szminki , Blogger